00:20

Za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą...

Za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą...

...póty czar będzie trwał, póki miłości poznasz słodki smak i prawdziwy swój przybierzesz kształt.

Dobrze znamy ten tekst i historię mu towarzyszącą. Księżniczka w wieży, co to nocą zamienia się w ogra. Czeka na księcia, który uratuje jej dupsko, a dostaje średnio wyględnego Shreka. Potem żyją sobie oczywiście długo i szczęśliwie i ten happy end też jest nam znajomy.

Wydaje nam się, że Shrek to opowieść tyle razy wałkowana na Wielkanoc, Boże Narodzenie i Dzień dziecka, że znamy ją na pamięć i nie ma w niej nic co mogłoby nas zaskoczyć. A jednak mnie zaskoczyło. No trzepnęło mnie ukrytym drugim dnem i to nie podczas herbacianych przemyśleń tylko w zatłoczonym autobusie. W korku. Z lewej jakaś babcia taranuje mnie torbą z podwawelską kiełbasą w środku. Po prawej gimbaza w air maxach depcze mi stopę i nagle JEB. Fiona do mnie przemówiła w środku komunikacji masowej i doznałam olśnienia. Bo to, że zamek, że osioł i Shrek i doradztwo inwestycyjne w zakresie higieny jamy ustnej, to nic. Cała droga z wieży do Duloc, Robin Hoody i inne takie to pikuś. Ale do mnie wtedy, w tym dusznym autobusie dotarł głębszy sens opowieści, a mianowicie droga, jaka przebyła Fiona. Wewnętrzna droga, droga do samoakceptacji.

Fiona, niczym cała masa innych księżniczek przez całe życie była przekonywana, że musi być piękna, dobra i ładnie się wyrażać ponieważ wtedy i tylko wtedy spotka księcia, który zdejmie z niej klątwę. Biedna Fiona, biedne księżniczki i biedne my to właśnie robimy. Za dnia makijaż, fryzura, uprasowane ciuchy, miłe słowa, blask i ogłada i tak chodzimy nakręcone, wymuskane i drżące w obawie, że ktoś zobaczy naszą drugą stronę, tę szkaradę z klątwy z podsinionymi oczami, potargane i w rozciągniętych ciuchach. Media i opinia publiczna nakręcają tę karuzelę bycia fit, seksi, slim i glamour.  Myślimy, niczym Fiona, że nasza niedoskonałość jest klątwą, ale mylimy się. Klątwa to klątwa, formułka wciskana nam od najmłodszych lat, nacisk, byśmy były zrobione, dobrze się prezentowały i uśmiechały. I tak, pragnąc znaleźć księcia, który uwolni nas z wieży i zdejmie klątwę coraz bardziej się pogrążamy. Zapętlamy się i lecimy z wywieszonym ozorem by dosięgnąć wykreowanego przez innych ideału. Co tam dosięgnąć! Oby nam się udało liznąć choćby koniuszek jego palca. U stopy...

Księżniczki w większości osiągają swój cel - Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna, Kopciuszek, a nawet Mała Syrenka - każda z nich dożyła upragnionej chwili, gdy ukochany ją uratował. Żyją więc sobie długo i szczęśliwie i nieświadomie nadal tkwią w pętach klątwy pod tytułem: bądź idealna. Spinają się dalej, wbijają swoje wychudzone ciałka w gorsety by dobrze wyglądać: na ślubie, na weselu, na zjeździe rodzinnym. Siedzą w znowu uwięzione w zamkach, tylko wystrój w nich mają nieco lepszy i nawet sobie nie zdają sprawy, że tak naprawdę to niewiele się w ich życiu nie zmieniło. Natomiast Fiona? Fiona żyje na bagnie, z (jak sama mawia) ogrem, którego kocha, wygląda jak chce, ma nieidealne rysy twarzy i parę kilo za dużo.Nie przejmuje się rozstępami po ciąży (urodziła trojaczki, skubana i nawet nie żebrze o świeżaki!). Beka przy stole i opowiada głupawe żarty, które rozumie tylko ona i wybranek jej serca. Ale jest sobą. Z całej księżniczkowej ferajny, to ona jest jedyną wygraną, bo Shrek uwalniając ją z wieży i akceptując z każdym odchyłem sprawił, że klątwa - ta prawdziwa - zniknęła. Bo to nie bycie "szkaradą" było klątwą, tak naprawdę było nią ciągłe spięcie by dobrze wyglądać i podobać się ludziom.

I tak jechałam tym autobusem, a raczej przemieszczałam się z prędkością dwudziestu kilometrów na godzinę, bo korki, wiadomo. I pomyślałam sobie, jaka z tej Fiony szczęściara i niech sobie inne princeski mają księciów i biegają na siłownię, jedzą jamruż, robią hybrydy i doczepiają rzęsy. Ja już nie chcę księcia z bajki. Chcę Shreka i poczucie, że jestem wspaniała taka, jaka jestem.

Czego i Wam życzę :)

13:55

9 skutecznych sposobów, by dobić singielkę.

9 skutecznych sposobów, by dobić singielkę.

Każdy z nas zna taką dziewczynę. Niby ładna, inteligentna, wesoła. Niby wszystko z nią w jak najlepszym porządku, jednak coś w jej życiu poszło nie tak. Może to pechowy układ planet w dniu narodzin, może kara za grzeszki poprzedniego wcielenia, a może zwykły przypadek. Jednak jest jak jest - ta dziewczyna jest singielką. A nie chce. Wiemy dobrze, że istnieją singielki z wyboru, ale ona nią nie jest. Ona chce związku, spacerów, kwiatów, przytulania i zbierania po facecie brudnych skarpet. Na myśl o umywalce pełnej jego zarostu po goleniu, wzdycha z rozmarzeniem. Ta dziewczyna najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy jaką jest farciarą, ale nic straconego. Dzięki poniższej liście poznasz sposoby by pokazać, że bycie singielką może być gorsze niż sobie wyobrażała.

1. Pytaj czy już kogoś poznała.

To oczywiste, że jeżeli chronicznie samotna dziewczyna  kimś się zwiąże - zatai ten fakt. Absolutnie nie będzie chciała pokazać światu, że jednak wow! udało jej się kogoś poznać. Dlatego pytaj ją. Pytaj ją o to przy każdym spotkaniu, a pomiędzy spotkaniami pisz wiadomości o treści: "jak sprawy sercowe?" nawet jeśli jej status związku na portalu społecznościowym nie uległ zmianie od trzech lat. Najważniejsze jest, by nigdy nie zapomniała, nawet na chwilę, że jest sama.

2. Powiedz jej, że jest zbyt wybredna.

Uważa się za nie wiadomo kogo. Macie tylu wspólnych znajomych, z których wielu jest singlami. Mogłaby umówić się z którymkolwiek z nich, jednak nie ona zawsze znajdzie wymówkę - w tym nie podoba jej się podejście do zwierząt, tamten ma nieodpowiednie poglądy polityczne, a kolejny ma wyrok za bicie swojej ex. Często opowiada Ci też, że spotkała się z kimś, ale nie zaiskrzyło, lub nie nadawali na tych samych falach. Uświadom jej, że jeśli będzie zachowywała się jak księżniczka, skończy jako stara panna ze stadem kotów.

Bonus: zapytaj ją jaki typ faceta ją interesuje - gdy Ci go opisze, prychnij i stwierdź: no nie dziwię się, że jesteś sama. Dając do zrozumienia, że ma za duże wymagania, a opisywany przez nią facet nigdy by na nią nie spojrzał.

3. Poradź by skupiła się na sobie.

Każ jej znaleźć hobby. To nic, że ma pracę, chodzi na siłownię, biega, w wolnych chwilach gotuje, piecze babeczki, czyta książki i ostatnio nawet zaczęła chyba malować jakiś obraz. Najwidoczniej nie ma zajęcia na jakim mogłaby się skupić i dlatego z taką tęsknotą spogląda w stronę zakochanych par na ulicach. Wiadomo, że gdyby skupiła się na tym co lubi, na rozwoju osobistym - odpowiedni facet od razu by się pojawił.

4. Okaż zniecierpliwienie.

Jeśli podczas waszego spotkania, znów mówi, że czuje się samotna i ma dosyć życia w pojedynkę, skwituj to dramatycznym: "O Boże...". Możesz jednocześnie wywrócić oczami dla lepszego efektu.

5. Obrażaj obiekt jej uczuć.

Zdarza się, że singielka zacznie się z kimś spotykać, albo ktoś się jej jednak spodoba (mimo że jest tak bardzo wybredna). Zdarza się, że ten ktoś nie do końca Ci odpowiada, albo sprawi jej przykrość. W takim przypadku poradź, by zakończyła tę znajomość. W żadnym przypadku nie powinna próbować zrozumieć tego faceta. W trakcie rozmowy, powiedz bez ogródek, że to frajer i zaznacz, że powinna wybić go sobie z głowy, bo bez problemu znajdzie innego. Jeśli jednak Cię nie posłucha i wyjaśni nieporozumienia wyraź swoją dezaprobatę i ostrzeż, że więcej nie będziesz słuchać jej skarg.

6. Umów ją z kimś.

Kolega z pracy Twojej kuzynki również jest singlem? Umów z nim "swoją" singielkę. Najlepiej bez jej wiedzy. Umów się z nią, a na pięć minut przed spotkaniem wyjaw jej swój plan. Nieważne, że ona lubi psy, a on ma alergię na sierść, że ich poglądy życiowe zupełnie się rozmijają i żadne z nich nie jest wizualnie w typie drugiego (skoro są singlami, niech biorą co los da). Jeśli ona po spotkaniu oddzwoni z pretensją, nie zapomnij nazwać ją niewdzięcznicą.

7. Skarż się na swojego partnera.

Od tygodnia nie naprawił zlewu, w piątek wrócił podchmielony, a w ogóle to już Ci nie mówi, że Cię kocha. Powiedz jej o tym wszystkim nie w kontekście skargi, a przykładu dlaczego powinna się cieszyć, że jest sama.

8. Powiedz, że jej zazdrościsz.

Od skarg na swojego faceta, płynnie przejdź do punktowania wszystkiego, co ona ma a Ty nie. Wolny czas (podczas którego zastanawia się co robi źle i jak długo jeszcze będzie sama), imprezy co weekend (bo znudziło jej się samotne picie wina w domu i płakanie przy komediach romantycznych), całe łóżko dla siebie (zmieniła kanapę na tapczan, żeby nie przerażała jej ta wolna przestrzeń). Do tego nie musi się dla nikogo starać, jest wolna i niezależna - niech to sobie uświadomi.

9. Krytykuj jej wpadki.

Poznała faceta, który okazał się spotykać z inną? Przespała się z nowo poznanym kolesiem? Wbrew Twoim radom umówiła się z tym dziwakiem, a on chciał ją skrzywdzić? Zrobiła jakąś głupotę, a teraz skarży? Uświadom jej, że sama jest sobie winna. Wyraź brak zrozumienia dla jej zachowania, możesz wprost powiedzieć, że jest głupia. Niech wie.

Jeśli zastosujesz te wszystkie sposoby, singielka... Nie znajdzie sobie faceta. Ale w jej życiu zajdą pewne zmiany: przestanie Ci się zwierzać, narzekać na swój los, prawdopodobnie przestanie się w ogóle do Ciebie odzywać. Dodatkowo nie będzie już tak samotna jak dotychczas. Będzie bardziej samotna bo straci osobę, której ufała.


20:21

6 typów ludzi, przez których nie będziesz chciał wyjść z domu

6 typów ludzi, przez których nie będziesz chciał wyjść z domu

Załóżmy, że wcale nie pada. Załóżmy, że październik jest dla nas łaskawy i rozpieszcza nas słoneczną pogodą i temperaturą 15+. No naprawdę, aż chce się porzucić sceptyczne myślenie, Schować do szuflady negatywne nastawienie i wyjść d ludzi. No ale właśnie. Często to ludzie są tym czynnikiem, który sprawia, że jednak zostajemy w domu. Panie i Panowie, przed wami sześć rodzajów ludzi, którzy sprawią, że na myśl o wyjściu z domu dostaniecie dreszczy:

 1. Komunikacyjny zastawiacz.
Ten człowiek jest najważniejszy w komunikacji miejskiej. Ważniejszy nawet od kierowcy. A jako VIP-owi przysługuje mu cała przestrzeń danego środka komunikacji. Ulubionym zaś miejscem jest obszar tuż przy drzwiach. Nie ważne, czy nasza diva jedzie piętnaście przystanków czy jeden - będzie stać przy drzwiach, a Ty go omijaj. Plebsie.

2. Walec drogowy.
Ta osoba się śpieszy. Ma cel i musi do niego dotrzeć. Idzie więc przed siebie i taranuje każdego kto stanie na jej drodze od pięciolatka uwieszonego maminej spódnicy, poprzez innych ludzi, którzy starają się zejść mu z drogi po wracającą z bazaru dziewięćdziesięcioletnią starowinkę. Słowo "przepraszam" nie znajduje się w jego słowniku i jedyna interakcja (poza szturchnięciem/zdeptaniem) na jaką możesz liczyć z jego strony to pełne irytacji burknięcie. No tak, jak śmiesz korzystać z przestrzeni publicznej, kiedy on się spieszy?

3. Owca.
Owca, niczym swój zwierzęcy odpowiednik lezie ślepo za stadem. W markecie rzucili markowe torebki? Owca pędzi zdobyć łup. Wśród tłumu oczekującym na zmianę światła na przejściu dla pieszych ktoś wszedł na pasy na czerwonym? Owca ochoczo za nim podąży. Owca jest również zawsze na bieżąco z trendami mody (założy na siebie wszystko co jest na topie nawet jeśli wygląda w tym jak kupa) i zmienia swoje poglądy z częstotliwością oglądania wiadomości(podczas oglądania programu informacyjnego potrafi 5 razy zmienić poglądy z lewicowych na prawicowe i z powrotem). Owca nie żyje, tylko egzystuje. Przemyka przez kolejne dni, miesiące, lata dając się porwać głównemu nurtowi i zazwyczaj jest szczęśliwsza od człowieka myślącego samodzielnie.

4. Obrońca ojczyzny
Możesz go spotkać w galerii handlowej, komunikacji miejskiej, a nawet na spacerze w parku. Rzadziej w muzeum czy teatrze, ale jeśli i tam jakimś dziwnym zrządzeniem losu się pojawi - na pewno go rozpoznasz. Na pierwszy rzut oka wygląda normalnie (chociaż czasem akcentuje swoje przekonania koszulką z nadrukiem typu: "chwała bohaterom, śmierć wrogom ojczyzny" albo nawiązującą do bohaterstwa powstańców warszawskich lub żołnierzy wyklętych choć de facto nie odróżnia jednych od drugich). Jego gen patriotyzmu aktywuje się szczególnie gdy jest z kolegami i wspólnie zauważy samotnie wędrującego hindusa, którego nie wiedzieć czemu myli z bojownikiem ISIS i każe mu wy****lac do Syrii. Wystarczy jednak by na horyzoncie pojawił się ktokolwiek kto stanie w obronie jego ofiary a nasz "patriota" ucichnie mrucząc niewyraźnie pod nosem "Polska dla polaków".

5. Pani "należy mi się".
Ten punkt miał należeć do madek jednak byłoby to ogromne nieodpowiednie, bo grupa rozliczeniowych kobiet wybiega daleko poza krąg mam z pieluszkowym zapaleniem mózgu. Zaliczają się do nich staruszki (panie w wieku 50 lat) wołające w tramwaju by ktoś ustąpił im miejsca, a następnie stwierdzające "tu nie będę siedzieć bo za blisko drzwi". Zaliczają się business woman wymagające by w wegańskim barze podano im spaghetti carbonara. Oczywiście są też madki z pragnieniem by każda osoba na świecie oddała im dorobek życia, miejsce w kolejce i miejsce parkingowe bo one rodziły naturalnie 7 godzin i im się należy!

6. Stukacz komunikacyjny.
Ten delikwent zauważy, że siedzisz w środku komunikacji i uzna to za ujme na swym honorze. Stanie tuż nad Tobą i zacznie delikatnie uderzać Twoje ramie torebką, parasolem, neseserem a w przypadkach skrajnych - łokciem. Jeśli nie zareagujesz, najzwyczajniej w świecie się o Ciebie oprze i tak będzie kontynuować podróż. Stukacz nie ma określonej grupy wiekowej, może mieć zarówno 20 jak i 80 lat jednak nigdy nie poprosi Cię o ustąpienie miejsca. Domyśl się, chamie!

To są typy osób, z którymi ja się stykam każdego dnia i których zachowania doprowadzają mnie do szału. A jak jest u Was? Czy istnieje typ/ zachowanie, które sprawia, że odechciewa Wam się kontaktów ze społeczeństwem?

11:47

6 sposobów jesieni, by zabić w Tobie radość życia.

6 sposobów jesieni, by zabić w Tobie radość życia.


Przyszła jesień, nareszcie skończyły się upały i zapach potu w komunikacji miejskiej jakby nieco zelżał. Możesz wybrać się na jesienne zakupy i wzbogacić swoją szafę o nowy płaszcz, stylowe buty i kilka ciepłych swetrów. Jesień to także idealna pora na romantyczne spacery w parku pełnym pożółkłych liści oraz na przesiadywanie wieczorem przy oknie z kubkiem ciepłej herbaty, przy akompaniamencie nastrojowej muzyki i w towarzystwie blasku zapachowych świec. Jesień to czas refleksji i odpoczynku i mogłaby być wspaniała, gdyby nie 6 sposobów na jakie potrafi ona skutecznie zabić radość życia.

1. Kałuże.
Śpiesząc się do pracy pędzisz chodnikiem, aż tu nagle JEB! Morskie Oko. Śniardwy. Lokalna Ładoga. Cud natury na Twojej drodze! Nie ominiesz tego bo rozciąga się na całość szerokość chodnika i pół jezdni i omijając je dołożyłabyś sobie 3 minuty podróży i spóźniłabyś się na tramwaj. Patrzysz na swoje zamszowe buciki i co? Podejmujesz ten trudny krok i wzorem Mojżesza zaiwaniasz przez kałużę. Oczywiście buty przemiękają, mokną Ci skarpetki, niedługo dostaniesz kataru, przeziębienia, zapalenia płuc, gruźlicy... Umrzesz.

2. Niskie temperatury.
Niby jest tak, że mięso przechowywane w niskiej temperaturze zachowuje świeżość na dłużej, ale Ty wcale nie czujesz się świeżo. Wychodząc z domu zakładasz: ciepłą bieliznę, dwie pary skarpet, spodnie, koszulkę, bluzkę, sweter, szalik, czapkę, kurtkę, owijasz się folią bąbelkową a na to wszystko zakładasz powłoczkę od kołdry. Co się przy tym napocisz i usapiesz to Twoje, a i tak to wcale nie pomaga. Biorąc pod uwagę, że jest dopiero październik i najgorsze jeszcze przed Tobą, zaczynasz spisywać testament bo nie wiesz czy dotrwasz do wiosny.

3. Deszcz.
Trochę w nawiązaniu do kałuż, a trochę jako zupełnie odrębny temat, występuje podstępne zjawisko deszczu. Dlaczego podstępne? Otóż wyobraź sobie taką scenkę: Wyglądasz przez okno i stwierdzasz, że nie jest najgorzej. Ok, jest pochmurno, ogólnie aura z lekka depresyjna ale nie pada. Nie widzisz ani jednej plumkającej kropelki na tafli jezior dumnie prezentujących się na Twoim podwórku. Zakładasz więc płaszcz, nie bierzesz parasolki YOLO. Wychodzisz na dwór, przechodzisz trzy kroki, JEB. Leje. Spędziłaś czterdzieści minut na robieniu makijażu i kolejne dwadzieścia na układaniu fryzury. Przez to, że nie wzięłaś parasolki i pada deszcz, wglądasz teraz jak potomek Samary. Szanse na poznanie kogoś w autobusie, spotkanie wielkiej miłości i pójście na randkę - zero. Szansa na doprowadzenie staruszki do zawału - grubo powyżej przeciętnej. Okazuje się, że są jakieś pozytywy.

4. Brak słońca.
Kiedy wychodzisz z domu - jest ciemno. Gdy wracasz z pracy - jest ciemno. W wolne dni o polskiej złotej jesieni ktoś tam kiedyś słyszał, że była, ale potem przyszły: mżawka, szarówa, ciemne chmury i wyciągnęły z kieszeni stany depresyjne. Ale! W Twoim wieku doświadczenie życiowe podpowiada Ci, że na taką aurę najlepsza jest witamina D3 (nie solarium, bo można dostać raka skóry). Łykasz więc sobie tę witaminę. Łykasz i łykasz, aż dociera do Ciebie, że ona i tak niewiele Ci pomoże, a dodatkowo jak to tabletka - rozwali Ci żołądek. W ten oto sposób wpadasz w jeszcze głębsze przygnębienie. Dziękujemy Ci, Pani Jesień.

5. Krótsze dni. 
Jak wspomniałam w poprzednim punkcie, jesienią ciemność towarzyszy Ci od rana do wieczora. Poszłabyś na jakiś spacer do parku, ale wiesz, że w ciemnościach kryją się zboczeńcy, którzy tylko na to czekają, żeby ściągnąć Twoją powłoczkę, odwinąć folię bąbelkową, pozbyć się reszty ubrań i zrobić Ci krzywdę. Nie wychodzisz więc nigdzie. Wracasz do domu, włączasz kolejny odcinek Gry o Tron, The Walking Dead czy też Watachy i siedzisz z kubkiem herbaty, kakao, mleka (kieliszkiem wina?) zagryzając czekoladą/chipsami/prażynkami/kabanosami (niepotrzebne skreślić), waga rośnie. Przybierasz na wadze, to wystarczające, żeby się załamać. To oczywiście również wystarczający powód by nie wziąć dupy w troki i iść na siłownie (bo ciemno), ani nie zacząć ćwiczyć w domu (bo się spocę, będę musiała umyć włosy, nie wyschną do rana, wyjdę na deszcz i się przeziębię).

6. Ograniczone kontakty z przyjaciółmi.
Stwierdzenie, że jesienią można iść ze znajomymi do pubu i napić się piwa, bo pogoda barowa jest oczywiście jedną wielką bujdą. Gdy siedzisz wieczorem w domu i udaje Ci się już przełamać swój strach przed zboczeńcem, krainą wielkich jezior, deszczem, wiatrem i zimnem, postanawiasz wyjść gdzieś z przyjaciółmi. Na miasto. Do baru. Do klubu - potańczyć. Gdziekolwiek - na karaoke albo wieczorek szaradziarski. Jeden telefon - nie mogę, jestem przeziębiona. Drugi telefon - nie mogę, jestem w depresji. Trzecia osoba w ogóle nie odbiera, bo prawdopodobnie podcina już sobie żyły. Czwarty telefon: aleosochosijahbyoboszpawłmjenieokcha - Acha, z pijaną nigdzie nie pójdziesz. Ogólnie wszyscy wokół mają znikomy poziom energii i zerowy poziom chęci do działania i nie łykają już witaminy D3 i zrezygnowali już nawet z picia energetyków. Siedzisz sama w domu pokryta kotami, które w tej jesiennej aurze czują się zobowiązane do bycia Twoim antystresowym okładem.

I to już wszystkie zaobserwowane przeze mnie sposoby na jakie jesień próbuje zniszczyć we mnie radość życia. Czy zaobserwowaliście/ doświadczyliście jakichś innych? A może podjęliście rękawicę i postanowiliście walczyć z jesienną, depresyjną aurą?
Koniecznie podzielcie się doświadczeniami w komentarzach!





20:10

Nie hejtuj hejtera, bo cię weźmie cholera czyli dzień dobry.

Nie hejtuj hejtera, bo cię weźmie cholera czyli dzień dobry.




"Jadą, jadą dzieci drogą,
siostrzyczka i brat,
i nadziwić się nie mogą,
jaki piękny świat..."


Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, moja babcia często serwowała mi ten wierszyk Konopnickiej, a ja niczym to radosne rodzeństwo nie mogłam się nadziwić. Jednak nie pięknem świata, a formą wiersza. Po pierwsze dlaczego małe dzieci jadą (jak zakładałam) same? I dokąd jadą? (założyłam z góry, że ich rodzice umarli na gruźlicę, a one jadą do sierocińca).

W kolejnej zwrotce były konopie, w których siedział strach, jak dzieci mogły to podziwiać? Nie wiem, ja bałam się stracha niemal tak mocno, jak nie rozumiałam, czemu zachwycały się mordującym żabę bocianem, złym kundlem Bysiem (pewnie ma wściekliznę), chudą krówką (zagłodzona, wiadomo).

No patologia.

Krytyczne spojrzenie na literackie dzieło było jedynie zalążkiem rozwijającego się w kolejnych latach chłodnego dystansu z jakim traktowałam wszystko co mnie otaczało. I tak sobie rosłam i obserwowałam i wkrótce lista rzeczy, których nie rozumiałam i które mnie irytowały rozrosła się do takich rozmiarów, że eksplodowała... I tak właśnie powstał ten blog.

Zapraszam więc - zaparz sobie herbatę (nie poparz się przy tym, ofiaro), usiądź i popatrz jak widzi świat Hejterka. Nie zawsze będzie miło - poprawka, prawie wcale nie będzie miło. Będę narzekać, wylewać frustrację, pokazywać brzydotę świata, a wszystko to z ogromnym przymrużeniem oka.





Copyright © 2016 hejt na życie , Blogger