11:47

6 sposobów jesieni, by zabić w Tobie radość życia.



Przyszła jesień, nareszcie skończyły się upały i zapach potu w komunikacji miejskiej jakby nieco zelżał. Możesz wybrać się na jesienne zakupy i wzbogacić swoją szafę o nowy płaszcz, stylowe buty i kilka ciepłych swetrów. Jesień to także idealna pora na romantyczne spacery w parku pełnym pożółkłych liści oraz na przesiadywanie wieczorem przy oknie z kubkiem ciepłej herbaty, przy akompaniamencie nastrojowej muzyki i w towarzystwie blasku zapachowych świec. Jesień to czas refleksji i odpoczynku i mogłaby być wspaniała, gdyby nie 6 sposobów na jakie potrafi ona skutecznie zabić radość życia.

1. Kałuże.
Śpiesząc się do pracy pędzisz chodnikiem, aż tu nagle JEB! Morskie Oko. Śniardwy. Lokalna Ładoga. Cud natury na Twojej drodze! Nie ominiesz tego bo rozciąga się na całość szerokość chodnika i pół jezdni i omijając je dołożyłabyś sobie 3 minuty podróży i spóźniłabyś się na tramwaj. Patrzysz na swoje zamszowe buciki i co? Podejmujesz ten trudny krok i wzorem Mojżesza zaiwaniasz przez kałużę. Oczywiście buty przemiękają, mokną Ci skarpetki, niedługo dostaniesz kataru, przeziębienia, zapalenia płuc, gruźlicy... Umrzesz.

2. Niskie temperatury.
Niby jest tak, że mięso przechowywane w niskiej temperaturze zachowuje świeżość na dłużej, ale Ty wcale nie czujesz się świeżo. Wychodząc z domu zakładasz: ciepłą bieliznę, dwie pary skarpet, spodnie, koszulkę, bluzkę, sweter, szalik, czapkę, kurtkę, owijasz się folią bąbelkową a na to wszystko zakładasz powłoczkę od kołdry. Co się przy tym napocisz i usapiesz to Twoje, a i tak to wcale nie pomaga. Biorąc pod uwagę, że jest dopiero październik i najgorsze jeszcze przed Tobą, zaczynasz spisywać testament bo nie wiesz czy dotrwasz do wiosny.

3. Deszcz.
Trochę w nawiązaniu do kałuż, a trochę jako zupełnie odrębny temat, występuje podstępne zjawisko deszczu. Dlaczego podstępne? Otóż wyobraź sobie taką scenkę: Wyglądasz przez okno i stwierdzasz, że nie jest najgorzej. Ok, jest pochmurno, ogólnie aura z lekka depresyjna ale nie pada. Nie widzisz ani jednej plumkającej kropelki na tafli jezior dumnie prezentujących się na Twoim podwórku. Zakładasz więc płaszcz, nie bierzesz parasolki YOLO. Wychodzisz na dwór, przechodzisz trzy kroki, JEB. Leje. Spędziłaś czterdzieści minut na robieniu makijażu i kolejne dwadzieścia na układaniu fryzury. Przez to, że nie wzięłaś parasolki i pada deszcz, wglądasz teraz jak potomek Samary. Szanse na poznanie kogoś w autobusie, spotkanie wielkiej miłości i pójście na randkę - zero. Szansa na doprowadzenie staruszki do zawału - grubo powyżej przeciętnej. Okazuje się, że są jakieś pozytywy.

4. Brak słońca.
Kiedy wychodzisz z domu - jest ciemno. Gdy wracasz z pracy - jest ciemno. W wolne dni o polskiej złotej jesieni ktoś tam kiedyś słyszał, że była, ale potem przyszły: mżawka, szarówa, ciemne chmury i wyciągnęły z kieszeni stany depresyjne. Ale! W Twoim wieku doświadczenie życiowe podpowiada Ci, że na taką aurę najlepsza jest witamina D3 (nie solarium, bo można dostać raka skóry). Łykasz więc sobie tę witaminę. Łykasz i łykasz, aż dociera do Ciebie, że ona i tak niewiele Ci pomoże, a dodatkowo jak to tabletka - rozwali Ci żołądek. W ten oto sposób wpadasz w jeszcze głębsze przygnębienie. Dziękujemy Ci, Pani Jesień.

5. Krótsze dni. 
Jak wspomniałam w poprzednim punkcie, jesienią ciemność towarzyszy Ci od rana do wieczora. Poszłabyś na jakiś spacer do parku, ale wiesz, że w ciemnościach kryją się zboczeńcy, którzy tylko na to czekają, żeby ściągnąć Twoją powłoczkę, odwinąć folię bąbelkową, pozbyć się reszty ubrań i zrobić Ci krzywdę. Nie wychodzisz więc nigdzie. Wracasz do domu, włączasz kolejny odcinek Gry o Tron, The Walking Dead czy też Watachy i siedzisz z kubkiem herbaty, kakao, mleka (kieliszkiem wina?) zagryzając czekoladą/chipsami/prażynkami/kabanosami (niepotrzebne skreślić), waga rośnie. Przybierasz na wadze, to wystarczające, żeby się załamać. To oczywiście również wystarczający powód by nie wziąć dupy w troki i iść na siłownie (bo ciemno), ani nie zacząć ćwiczyć w domu (bo się spocę, będę musiała umyć włosy, nie wyschną do rana, wyjdę na deszcz i się przeziębię).

6. Ograniczone kontakty z przyjaciółmi.
Stwierdzenie, że jesienią można iść ze znajomymi do pubu i napić się piwa, bo pogoda barowa jest oczywiście jedną wielką bujdą. Gdy siedzisz wieczorem w domu i udaje Ci się już przełamać swój strach przed zboczeńcem, krainą wielkich jezior, deszczem, wiatrem i zimnem, postanawiasz wyjść gdzieś z przyjaciółmi. Na miasto. Do baru. Do klubu - potańczyć. Gdziekolwiek - na karaoke albo wieczorek szaradziarski. Jeden telefon - nie mogę, jestem przeziębiona. Drugi telefon - nie mogę, jestem w depresji. Trzecia osoba w ogóle nie odbiera, bo prawdopodobnie podcina już sobie żyły. Czwarty telefon: aleosochosijahbyoboszpawłmjenieokcha - Acha, z pijaną nigdzie nie pójdziesz. Ogólnie wszyscy wokół mają znikomy poziom energii i zerowy poziom chęci do działania i nie łykają już witaminy D3 i zrezygnowali już nawet z picia energetyków. Siedzisz sama w domu pokryta kotami, które w tej jesiennej aurze czują się zobowiązane do bycia Twoim antystresowym okładem.

I to już wszystkie zaobserwowane przeze mnie sposoby na jakie jesień próbuje zniszczyć we mnie radość życia. Czy zaobserwowaliście/ doświadczyliście jakichś innych? A może podjęliście rękawicę i postanowiliście walczyć z jesienną, depresyjną aurą?
Koniecznie podzielcie się doświadczeniami w komentarzach!





1 komentarz:

  1. O tak! Jesień każdego dnia niszczy moją radość życia. Najbardziej wkurza mnie to, że chce mi się ciągle spać.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 hejt na życie , Blogger