00:20

Za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą...


...póty czar będzie trwał, póki miłości poznasz słodki smak i prawdziwy swój przybierzesz kształt.

Dobrze znamy ten tekst i historię mu towarzyszącą. Księżniczka w wieży, co to nocą zamienia się w ogra. Czeka na księcia, który uratuje jej dupsko, a dostaje średnio wyględnego Shreka. Potem żyją sobie oczywiście długo i szczęśliwie i ten happy end też jest nam znajomy.

Wydaje nam się, że Shrek to opowieść tyle razy wałkowana na Wielkanoc, Boże Narodzenie i Dzień dziecka, że znamy ją na pamięć i nie ma w niej nic co mogłoby nas zaskoczyć. A jednak mnie zaskoczyło. No trzepnęło mnie ukrytym drugim dnem i to nie podczas herbacianych przemyśleń tylko w zatłoczonym autobusie. W korku. Z lewej jakaś babcia taranuje mnie torbą z podwawelską kiełbasą w środku. Po prawej gimbaza w air maxach depcze mi stopę i nagle JEB. Fiona do mnie przemówiła w środku komunikacji masowej i doznałam olśnienia. Bo to, że zamek, że osioł i Shrek i doradztwo inwestycyjne w zakresie higieny jamy ustnej, to nic. Cała droga z wieży do Duloc, Robin Hoody i inne takie to pikuś. Ale do mnie wtedy, w tym dusznym autobusie dotarł głębszy sens opowieści, a mianowicie droga, jaka przebyła Fiona. Wewnętrzna droga, droga do samoakceptacji.

Fiona, niczym cała masa innych księżniczek przez całe życie była przekonywana, że musi być piękna, dobra i ładnie się wyrażać ponieważ wtedy i tylko wtedy spotka księcia, który zdejmie z niej klątwę. Biedna Fiona, biedne księżniczki i biedne my to właśnie robimy. Za dnia makijaż, fryzura, uprasowane ciuchy, miłe słowa, blask i ogłada i tak chodzimy nakręcone, wymuskane i drżące w obawie, że ktoś zobaczy naszą drugą stronę, tę szkaradę z klątwy z podsinionymi oczami, potargane i w rozciągniętych ciuchach. Media i opinia publiczna nakręcają tę karuzelę bycia fit, seksi, slim i glamour.  Myślimy, niczym Fiona, że nasza niedoskonałość jest klątwą, ale mylimy się. Klątwa to klątwa, formułka wciskana nam od najmłodszych lat, nacisk, byśmy były zrobione, dobrze się prezentowały i uśmiechały. I tak, pragnąc znaleźć księcia, który uwolni nas z wieży i zdejmie klątwę coraz bardziej się pogrążamy. Zapętlamy się i lecimy z wywieszonym ozorem by dosięgnąć wykreowanego przez innych ideału. Co tam dosięgnąć! Oby nam się udało liznąć choćby koniuszek jego palca. U stopy...

Księżniczki w większości osiągają swój cel - Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna, Kopciuszek, a nawet Mała Syrenka - każda z nich dożyła upragnionej chwili, gdy ukochany ją uratował. Żyją więc sobie długo i szczęśliwie i nieświadomie nadal tkwią w pętach klątwy pod tytułem: bądź idealna. Spinają się dalej, wbijają swoje wychudzone ciałka w gorsety by dobrze wyglądać: na ślubie, na weselu, na zjeździe rodzinnym. Siedzą w znowu uwięzione w zamkach, tylko wystrój w nich mają nieco lepszy i nawet sobie nie zdają sprawy, że tak naprawdę to niewiele się w ich życiu nie zmieniło. Natomiast Fiona? Fiona żyje na bagnie, z (jak sama mawia) ogrem, którego kocha, wygląda jak chce, ma nieidealne rysy twarzy i parę kilo za dużo.Nie przejmuje się rozstępami po ciąży (urodziła trojaczki, skubana i nawet nie żebrze o świeżaki!). Beka przy stole i opowiada głupawe żarty, które rozumie tylko ona i wybranek jej serca. Ale jest sobą. Z całej księżniczkowej ferajny, to ona jest jedyną wygraną, bo Shrek uwalniając ją z wieży i akceptując z każdym odchyłem sprawił, że klątwa - ta prawdziwa - zniknęła. Bo to nie bycie "szkaradą" było klątwą, tak naprawdę było nią ciągłe spięcie by dobrze wyglądać i podobać się ludziom.

I tak jechałam tym autobusem, a raczej przemieszczałam się z prędkością dwudziestu kilometrów na godzinę, bo korki, wiadomo. I pomyślałam sobie, jaka z tej Fiony szczęściara i niech sobie inne princeski mają księciów i biegają na siłownię, jedzą jamruż, robią hybrydy i doczepiają rzęsy. Ja już nie chcę księcia z bajki. Chcę Shreka i poczucie, że jestem wspaniała taka, jaka jestem.

Czego i Wam życzę :)

4 komentarze:

  1. Przeczytałam tekst dwa razy, bo jest naprawdę mądry i każda powinna go przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst. Fajnie się czyta. Zgadam się z tą klątwą, ale odkryłam to znacznie później niż Ty. Dopiero jak spotkałam swojego Shreka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja lubię dbać o siebie...dla siebie - nie dla żadnego księcia ani też dla Shreka ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 hejt na życie , Blogger